Aktywna ostatnio inicjatywa Wolne Konopie nasunęła mi pewien, dosyć oczywisty by się wydawało, pomysł. Ich propozycja legalizacyjna nie jest zła, ale nie idzie wystarczająco daleko jak dla mnie. Nie każdy ma duszę i zaparcie rolnika i chciałby zapalić tu i zaraz. Także nie każdy może pozwolić sobie na trzymanie sadzonek ze względu na rodzinę, współlokatorów, gości etc. Dlatego podziemie narkotykowe będzie nadal. Tu trzeba pozbawić je jak największej części rynku. Dlatego jest tu okazja do zdobycia przez państwo dużych pieniędzy oraz możliwość zatrudnienia dla dużej ilości ludzi. Automatycznie nasuwa się Holandia, ale oni zatrzymali się w pół drogi i zalegalizowali tylko sprzedaż nie legalizując hodowli na skalę przemysłową. Drogi są dwie: drogie i bardzo restrykcyjne koncesje oraz akcyza, monopol państwa lub system mieszany na różnych poziomach. Każde z tych rozwiązań ma swoje wady i zalety. Przy monopolu mamy bezpośredni transfer wszystkich zysków do budżetu ale i całe ryzyko inwestycyjne ponosi państwo oraz trzeba zainwestować spore pieniędzy których generalnie nie ma (nie będę wchodził w dosyć abstrakcyjne zagadnienie prowadzenia komercyjnego biznesu przez państwo). Przy systemie koncesyjnym środki na inwestycje pochodzą z poza budżetu jak i państwo nie ponosi ryzyka.
Dużo zależy od tego jak się traktuje narkotyki miękkie (bo o tych mowa, prawda?). Czy tak jak mocne alkohole czy coś gorszego. Jeżeli za coś gorszego to system monopolu dawałby większą kontrolę nad obrotem.
Ja bym się opowiedział za systemem koncesyjnym właśnie ze względu na to że nie uważam miękkich narkotyków za gorsze . A czemu wolnokonopiowcy nie wpadli na taki pomysł (no chyba że to taktyka ale wtedy to kiepska taktyka)? Cóż jak ktoś chciał kandydować u Korwina a kandyduje u Palikota to cóż oczekiwać.
A na koniec pozdrowienia dla moral panicowych przeciwników legalizacji.
